Ciekawe książki o maluchu:

Naprawa samochodu Fiat 126P
 

12 stycznia 2015

Odkręcone koło w Fiacie 126p podczas jazdy

Kiedy byłem świeżo upieczonym kierowcą i świeżym posiadaczem malucha, robiłem przy nim różne rzeczy. Także zmieniałem koła, jeśli była taka potrzeba. Miałem ich dwa komplety, z różnymi oponami i sobie je zmieniałem, gdy zmieniała się pora roku.

Któregoś razu zapomniałem dokręcić jedno z kół po opuszczeniu samochodu z lewarka. Zorientowałem się o tym na trzecim z kolei zakręcie, gdy samochód zaczął wydawać dziwne dźwięki ze strony jednego z przednich kół. Zatrzymałem się, wyjąłem klucz i koło dokręciłem.

12 lutego 2009

Fiat 126 na Kubie


A luminous green Fiat 126p
Originally uploaded by raj-nag
Maluchy jeżdżą też na Kubie. Ten przypadł mi do gustu ze względu na barwę lakieru. Ma też całkiem fajne lusterka, jedną wycieraczkę, białe uszczelki wokół reflektorów, dodatkowe halogeny, chromowane zderzaki i przyciemniane szyby.

Tylko nie podobają mi się te felgi...

01 lutego 2009

Dodatkowe halogeny drogowe

Zawsze chciałem mieć w maluchu więcej światła do oświetlania drogi. Wiadomo, oryginalne reflektory nie dawały go za dużo. Nie chciałem wstawiać do środka mocniejszych żarówek halogenowych (moje reflektory były na żarówki H4), bo szkoda mi było na to prądu. Chciałem zamontować sobie światła, które będę mógł zapalać i gasić.

Znalezienie dodatkowych świateł drogowych nie było łatwe. Nietrudno było wtedy kupić światła przeciwmgielne, ale takich nie miałem zamiaru kupić. Po kilku wizytach w różnych sklepach w końcu udało mi się znaleźć halogeny drogowe, i to nawet nie jakoś bardzo drogie.

Wmontowanie ich w zderzak zajęło parę godzin. Wliczając zdjęcie zderzaka, wymierzenie i oznaczenie dziur, wycięcie ich, zamontowanie świateł. Później pozostało je tylko podłączyć do instalacji samochodowej.

Zależało mi, żeby światła mogły się świecić niezależnie od normalnych świateł drogowych. I żeby były legalne, to znaczy nie mogły się świecić jednocześnie ze światłami mijania. Przy pomocy paru przekaźników i trzypozycyjnego włącznika (takiego jak standardowy do świateł) udało mi się całość ogarnąć.

Ustawienie włącznika w pierwsze położenie wyłączało światła na stałe. Ustawienie go w drugie położenie powodowało, że świeciły się razem z seryjnymi światłami długimi (drogowymi). Przy włączeniu długich na stałe i przy mignięciu. Ustawienie go w trzecie położenie włączało je niezależnie od świateł seryjnych. Ale nawet wtedy włączenie seryjnych świateł mijania rozłączało je -- to załatwiłem przy użyciu przemysłowego elektrycznego przekaźnika.

A halogeny wyglądały tak:

Z albumu Fiat 126P

22 czerwca 2008

Magnetyzery do malucha

Kiedyś były takie czasy, że wierzyłem w działanie magnetyzerów. Kupiłem sobie nawet zestaw (zamiast je zrobić, pewnie ze 3-4 razy taniej) i zainstalowałem w samochodzie. Dwa magnetyzery paliwa, jeden magnetyzer powietrza. Samochód rzeczywiście spalał bardzo mało, choć trudno powiedzieć, jaki wpływ na to miały właśnie te magnetyzery. Jak wyglądały, widać na poniższym zdjęciu.

From Fiat 126P

25 maja 2008

Fiat 126p - samochod przyszlosci

Film przedstawia krótką prezentację samochodu Fiat 126p w wersjach standard, rządowej i cabrio.

05 maja 2008

Tuning tylnych swiatel

Nie zamierzam pisać tu o białych kloszach od świateł, bo one mi się po prostu nie podobają i u siebie w maluchu bym ich nie zamontował.

Za to w bardzo łatwy i tani sposób można poprawić jasność standardowych świateł tylnych.

Należy zdemontować klosze i najlepiej wyjąć całą obudowę świateł. Następnie wnętrze klosza wykleić w całości folią aluminiową do pakowania kanapek. Czas wykonania: nie więcej niż kwadrans na jedną lampę. Efekt: bezcenny. :)

From Fiat 126P

16 kwietnia 2008

Znikajacy maluch

Wyobraź sobie... Parkujesz malucha pod blokiem, za żywopłotem. Następnego dnia w południe wychodzisz z bloku, idziesz do samochodu, ale już spod klatki widzisz, że go nie ma. Czyżby ktoś go ukradł?


To możliwe, ale mało prawdopodobne. Maluchy nie należą już do czołówki kradzionych samochodów.


Ale jeszcze mniej możliwe jest, żeby zapadł się pod ziemię, prawda? ;)

04 marca 2008

Maluch 1100 ccm

From Fiat 126P


To jest silnik 1100 ccm od Seicento Sporting, wsadzony do malucha. Seryjna skrzynia, tylko flanszę (przejściówkę silnik-skrzynia) trzeba było dołożyć. Montaż -- jak widać.

Jeździł naprawdę szybko.

03 lutego 2008

Czerwona gałka zmiany biegów

Któregoś pięknego dnia na Allegro wypatrzyłem czerwoną gałkę zmiany biegów do malucha eleganta. Zamówiłem ją więc. Wymontowałem starą (z wielkimi kłopotami, bo stara była na stałe przyklejona do drążka) i założyłem czerwoną. Gdy jeszcze kupiłem fotele obszyte materiałem z czerwonymi pasami, wnętrze wyglądało fantastycznie. Chciałem jeszcze obszyć kierownicę czerwoną skórą (nawet znalazłem odpowiedniego rzemieślnika) ale w końcu sobie odpuściłem.

Oto dwa zdjęcia czerwonego drążka. ;)

From Fiat 126P


05 stycznia 2008

Rozbiórka malucha

W ile można rozebrać malucha (fiata 126p)? Jak się okazuje, w 52 minuty. :)

31 grudnia 2007

Przydatne modyfikacje - amperomierz

Mniej więcej rok po zakupie malucha postanowiłem wyposażyć go w amperomierz. Takie urządzenie, które będzie mi pokazywać, czy akumulator się ładuje czy rozładowuje podczas jazdy. Chciałem wiedzieć, w jakiej kondycji jest akumulator, ale woltomierz mi do tego nie wystarczał.

Amperomierz pokazuje, ile prądu przepływa przez obwód w miejscu jego zamontowania. Ja zamontowałem go zaraz za akumulatorem. Chodziło o to, by wiedzieć, czy akumulator jest ładowany czy rozładowywany.

From Fiat 126P


Z akumulatora wychodzą dwa plusowe kable. Jeden wielki, gruby, do rozrusznika. Drugi cieńszy, którym zasilane są wszystkie pozostałe obwody: światła, radio, wycieraczki, itd. Oryginalnie alternator podłączony jest do przewodu od rozrusznika, to znaczy tamtędy odbywa się przepływ prądu ładującego akumulator.

Aby więc uzyskać rozsądne wskazania, musiałem przerobić kawałek instalacji elektrycznej.

W pierwszej kolejności należało znaleźć dobre miejsce na amperomierz. Ja zamontowałem go po lewej stronie kierownicy, od dołu. Tam trzeba było doprowadzić dwa przewody. Dwa dość grube przewody, w końcu tędy miało się odbywać całe ładowanie akumulatora. Przewody musiały więc wytrzymać prąd rzędu kilkudziesięciu amperów!

Odłączyłem przewód od alternatora i poprowadziłem go grubym kablem wzdłuż lewego progu aż do amperomierza. Z drugiej strony amperomierza wyprowadziłem drugi kawałek tego samego, grubego kabla. Następnie przeciąłem cieńszy z kabli wychodzących z akumulatora, podłączając zamiast niego ten kabel wychodzący z amperomierza tak (w stronę akumulatora). Drugą część przeciętego kabla podłączyłem do amperomierza, po stronie alternatora.

Tym sposobem po jednej stronie amperomierza (minusowej, nazwijmy ją w ten sposób) miałem wszystkie odbiorniki elektryczne z wyjątkiem rozrusznika, oraz alternator. Jeśli więc włączone były odbiorniki a alternator nie dawał prądu, wskazówka uciekała na czerwoną stronę. Jeśli alternator mocno ładował akumulator a nie były włączone żadne światła, przez amperomierz przepływał prąd w stronę niebieską.

Z urządzenia byłem bardzo zadowolony, choć rozkręcające się śrubki przy konektorach powodowały czasem nieprzyjemne doznania, np. włączanie się alarmu (któremu się zdawało, że złodziej odłączył akumulator) czy kłopoty ze światłami. Ale za to, gdy poluzowała mi się jedna klema (plusowa, rzecz jasna), dość szybko zlokalizowałem przyczynę dziwnego zachowania samochodu. :)

09 grudnia 2007

Turbinka Kowalskiego... kłamstwa Jaruzelskiego

autorem artykułu jest Aleksander Sowa

Już latach II wojny światowej prowadzono już próby mające na celu poprawę wymieszania mieszanki paliwowo – powietrznej w silnikach spalinowych z zapłonem iskrowym zdając sobie sprawę z faktu, że musi to dawać w pewnym stopniu zwiększoną moc i jednocześnie mniejsze zużycie paliwa. Wynalazek Kowalskiego faktycznie zwiększał elastyczność silnika, ograniczał spalanie stukowe, zmniejszał toksyczność spalin – z uwagi na pełniejsze spalanie. Przed montażem należało usunąć wszystkie z fabrycznych niedokładności wynikających z odlewu, najlepiej papierem ściernym o coraz drobniejszej fakturze wykonując ruchy koliste wokół osi podłużnej turbinki. Warto także było wypolerować oś śmigiełka oraz odchudzić łopatki wirniczka.

Turbinka składa się z trzech głównych części: dolnej – zintegrowanej z podstawką, górnej – przykrywki i wirniczka. Fiat 126p jako auto dalekie od wszelkich logicznych rozwiązań technicznych, a mimo tego jeżdżące z powodzeniem nie posiada kanału dolotowego, tzn. mieszanka trafia z gaźnika bezpośrednio do cylindrów. Takie rozwiązanie powoduje, że mieszanka nie zdąży się dokładnie wymieszać z powietrzem w wyniku czego silnik często jest zalewany, pracuje nierówno oraz zużywa zbyt dużo paliwa. Temu miała zaradzić turbinka. Mieszanka paliwowo – powietrzna kierując się z gaźnika do cylindra napędzała pod wpływem podciśnienia suwu ssania winniczek turbinki i rozcinała w ten sposób mieszankę paliwowo – powietrzną na mgłę prowadząc do lepszego jej wymieszania. Samo już podniesienie gaźnika, przez jej montaż, pozwalało mieszance na dłuższą drogę od gaźnika do cylindra a wiec de facto mieszanie się z powietrzem co daje korzystny efekt. Wirniczek, który już przy delikatnym dmuchnięciu wpada w ruch wirowy w idealny sposób wspomaga mieszanie mieszanki paliwowej, która ze względu na swoją jednolitą strukturę spala się dokładniej i bardziej efektywnie.

Do cylindra mieszanka dostaje się w postaci mocno zagazowanej – co oznacza, że zapali się równo, wypełniając dokładnie komorę spalania. Efekt zamontowania turbinki był doskonale widoczny już od pierwszych chwil. Samochód był wyraźniej bardziej dynamiczny, praca silnika bardziej kulturalna, równiejsza, i do tego notowano zmniejszone spalanie, choć niektórzy uważają, że jest to tylko tzw. efekt Placebo (czyli poprawa osiągów jest tak minimalna, że użytkownik turbinki wmawia sobie, że osiągi się poprawiły – taki tuning psychologiczny) ale dokładnie tak samo jest w przypadku magnetyzerów.

Niestety po przebiegu powyżej 10 000 tyś. oś wirniczka mogła się rozpaść, co było równoznaczne ze śmiercią turbinki. Przed przeniknięciem uszkodzonych części do cylindra zabezpieczała siatka na dole turbinki. Po zużyciu się urządzenia, a następnie po usunięciu niepotrzebnej już siateczki turbinkę można było śmiało używać jako podstawkę pod gaźnik wydłużając drogę mgły paliwowej, co jak pisałem wcześniej również jest korzystne. Z moich informacji wynika, że po założeniu turbinki znikał tzw. efekt “spalania stukowego” (czyli inaczej “spalania detonacyjnego”) objawiający się charakterystycznym “dzwonieniem” zaworów. W rzeczywistości są to niekontrolowane eksplozje wewnątrz cylindra, które są bardzo niezdrowe dla silnika. Efekt ten powstaje zazwyczaj w silnikach z dużym przebiegiem oraz przy silnikach z “planowaną” głowicą.

Wynalazek ten jest w Polsce często cytowany, jeśli chce się przywołać coś, co nie działa a jest bardzo niesprawiedliwe dla turbinki Kowalskiego. Turbinka działa jak najbardziej, tyle tylko że propaganda z czasów kryzysu paliwowego (paliwo na kartki, zbiorniki przerabiane aby mieściły więcej paliwa – kto to pamięta?) po stanie wojennym krzyczała o tym, że samochód z turbinką Kowalskiego będzie palił poniżej 3 litrów, co oczywiście wtedy było niemożliwe i stąd ta niepochlebna opinia. Niestety nową turbinkę jest niezwykle trudno kupić, choć czasem trafiają się “okazje” na aukcjach internetowych.


--
Aleksander Sowa
----------------------
www.wydawca.net




Komentarz od autora tego bloga.

W moim maluchu też miałem turbinkę Kowalskiego! Zainstalowałem, bo chciałem jeździć taniej. Trzeba było wymontować oryginalną, plastikową, grubą podstawkę pod gaźnik i zamontować turbinkę z nową, cienką podstawką między turbinkę a gaźnik. Trzeba było przerobić plastikowe kolanko doprowadzające powietrze do gaźnika, jako że gaźnik się mocno podniósł. Oryginalny popychacz od linki gazu trzeba było maksymalnie wydłużyć na końcówkach. Przewody podciśnieniowe trzeba było wprawić w turbinkę. Ale było warto!

Poniżej zdjęcie. Turbinka to ten metalowy element skręcony z dwóch części, widoczny na środku...

Aha, faktycznie kupiłem go na aukcji internetowej. :)

From Fiat 126P

05 grudnia 2007

Rozruch ekonomiczny Fiata 126p... i nie tylko

autorem artykułu jest Aleksander Sowa

Przed rozruchem zatem trzeba: przesunąć dźwignię biegów położenie neutralne (luz), pozostawiając dźwignię hamulca postojowego w położeniu zaciągniętym. Następnie, ponieważ silnik jest zimny po całonocnym postoju, podnosimy dźwigienkę urządzenia rozruchowego, tzw. ssania wzbogacając mieszankę, włączamy zapłon, sprawdzając równocześnie czy zapaliły się lampki kontrolne ciśnienia oleju i ładowania akumulatora, wciskamy pedał sprzęgła, w celu wyeliminowania oporów skrzynki biegów uruchamiamy silnik bez naciskania na pedał gazu (ponieważ układ rozruchowy działa prawidłowo przy przymkniętej przepustnicy. Oczywiście przy nowszych rozwiązaniach odpada konieczność użycia ssania, które jest automatyczne ale pozostałe zasady są identyczne.

Po rozpoczęciu pracy silnika zwalniamy pedał sprzęgła (oszczędzając sprężynę) i dźwigienkę rozrusznika. W tym czasie lampka kontrolna ciśnienia oleju powinna zgasnąć co oznacza, że olej w prawidłowy sposób krąży w układzie. Po niewielkim zwiększeniu prędkości obrotowej wału korbowego silnika gaśnie również lampka kontrolna ładowania akumulatora, co wskazuje, że akumulator jest doładowywany. Stwierdzono, że po zimnym rozruchu silnik osiąga właściwą temperaturę znacznie szybciej pod obciążeniem (czyli w czasie jazdy), niż w czasie długiego nagrzewania na postoju, dlatego też powinno się ruszać w możliwie najkrótszym czasie po rozruchu, oszczędzając już pewne ilości cennego paliwa jednak nie natychmiast. Warto przy tym pamiętać, że za grzanie silnika na postoju można otrzymać mandat.

Dlaczego nie można ruszyć natychmiast po rozruchu zimnego silnika? Wynika to z konieczności zapewnienia prawidłowego smarowania elementów silnika, co nie jest możliwe przy zimnym i dość gęstym oleju silnikowym oraz z faktu, że silnik samochodowy jako maszyna cieplna do osiągnięcia właściwej mocy musi mieć właściwą temperaturę. Określenie czasu od chwili uruchomienia silnika do chwili ruszenia wymaga pewnego doświadczenia i wyczucia, ale na pewno użytkownik, który jeździ samochodem nauczy się tego. W miarę zbliżania się zimy, temperatury w nocy są coraz niższe, a czas który musi upłynąć od pierwszego uruchomienia silnika do ruszenia wyraźnie się zwiększa, ponieważ silnik jest coraz bardziej wychłodzony. W okresie pełnej zimy, uruchomienie silnika staje się coraz trudniejsze, szczególnie przy temperaturach poniżej -20°C. Dlaczego tak jest? Otóż z jednej strony na skutek malejącej temperatury otoczenia zwiększa się gęstość oleju silnikowego, co powoduje, że poszczególne części silnika są coraz silniej sklejone i coraz trudniej obrócić wałem korbowym silnika. Z drugiej strony przy zmniejszającej się temperaturze otoczenia, w wyniku zmian zachodzących w elektrolicie akumulatora, znacznie maleje jego pojemność rozruchowa (jeżeli dla całkowicie naładowanego akumulatora w temperaturze +25°C pojemność ta wynosi 100%, to przy 0°C spada o 35%, a przy -18°C aż o 60% stanu początkowego To właśnie zbieg tych dwóch przeciwstawnych zjawisk jest powodem zimowych kłopotów.

Utrzymanie akumulatora, silnika oraz instalacji elektrycznej i świec zapłonowych we właściwym stanie sprawia, że rozruch będzie na ogół niezawodny i pewny. Rozruch zimowy przebiega podobnie do letniego. Jeśli silnik nie zostanie uruchomiony od razu, to po pewnej przerwie próbujemy ponownie. W razie trudności z rozruchem nie należy kręcić rozrusznikiem aż do skutku, ale (ze względu na niebezpieczeństwo całkowitego rozładowania akumulatora) włączyć rozrusznik na kilka sekund, a przed kolejnym włączeniem nieco odczekać.

zobacz

Jak ulepszyć swojego Fiacika?

Jak jeździć oszczędnie

Tania jazda samochodem


--
Aleksander Sowa
----------------------
www.wydawca.net

04 grudnia 2007

Przejazd przez rzekę

Kiedyś zdarzyło mi się przejechać moim maluchem przez bród rzeczny. Nie było głęboko, ale stresu jednak trochę miałem. Najbardziej obawiałem się, że samochód zatrzyma się w połowie przejazdu, bo zakopie się w grząskim piasku. Nieistotne było, że na dnie znajdowały się głównie kamienie. I tak się tym przejmowałem. Szczęśliwie się udało a gdy dziś patrzę na to zdjęcie widzę, że nie było się czego obawiać...

02 grudnia 2007

Zdjęcia malucha czas zacząć

Ostatnio robiłem porządki w zdjęciach, jakie mam na komputerze. Znalazłem całą masę ciekawych i mniej ciekawych zdjęć mojego malucha. Zaczynam więc od dziś je po trochu tu publikować.

Jako że jest zima, zaczniemy od zdjęć w klimatach zimowych.

From Fiat 126P

Grudzień 2003, "Warzywniak" w Warszawie. Jak widać, naklejek ze zlotu w Zvoleniu (który odbywa się w czerwcu) nie odklejałem przez dłuuugi czas. :)


Teraz filmik z szaleństw tego samego dnia.

From Fiat 126P

A to zdjęcie jest dowodem na to, że nie zawsze jazda po śniegu mi dobrze wychodziła. Ten sam "Warzywniak", ale ze dwa lata później, podczas środowego spotkania. Przy cofaniu koło wpadło mi w studzienkę kanalizacyjną. :(

18 sierpnia 2007

Instalacja LPG w Fiacie 126p

Instalacja LPG w Fiacie 126p
autorem artykułu jest Aleksander Sowa

LPG jest paliwem znacznie tańszym i może to mieć dla posiadaczy 126p niebagatelne znaczenie, jak zresztą dla każdego kierowcy. Niestety nic nie ma za darmo. Samochodzik może wykazywać znaczny spadek mocy (ok. 20 %), co przy i tak niezbyt wielkich osiągów znacznie je obniży. Będzie trzeba zrezygnować z tylnej kanapy na rzecz zbiornika (butli) z gazem. Można wprawdzie zamontować mniejszy zbiornik o pojemności 20 – 25 litrów, lecz umieszczenie go w bagażniku, jest wielce ryzykowne zważywszy na konstrukcję i szczególnie wymiary autka – poza tym zabraniają tego przepisy. Ponadto, pewnym dodatkowym utrudnieniem jest to, że przewody musiały by być znacznej długości, choć akurat w przypadku samochodów z silnikiem umieszczonym z przodu a zbiornikiem za tylna kanapa jest dokładnie tak samo. Prawdziwym utrudnieniem jest dopiero rozwiązanie chłodzenia silnika w Fiacie 126p. Silnik Fiata 126p jest zasilany gaźnikiem wiec z taką konstrukcją najprawdopodobniej bardzo dobrze współpracowała już najtańsza i najprostsza instalacja mieszalnikowa, zwana także instalacją I generacji. Składa się ona z następujących elementów: butli (zbiornika gazu) z wielozaworem, przełącznika, przewodów oprowadzających gaz do parownika, mieszalnika (miksera), zaworów (benzyny i LPG) oraz z parownika. I tutaj leży problem. Gaz z butli przez wielozawór i zawór LPG płynie w fazie ciekłej do parownika, gdzie na skutek zmiany ciśnienia rozpręża przechodząc ze stanu ciekłego w lotny, możliwy do spalenia w mieszance powietrzno-paliwowej. Na skutek gwałtownego rozprężania się gazu dochodzi do bardzo dużego spadku jego temperatury. Dlatego też, oprócz elementów, które wymieniłem poprzednio typowa instalacja gazowa zawiera także przewody łączące parownik z układem chłodzenia silnika. Ogrzana od pracy silnika ciecz chłodząca opływa parownik ogrzewając chłodzony ciągłym rozprężaniem się LPG. Ten sposób możliwa jest długotrwała praca najważniejszego elementu parownika – membrany. W przypadku wycieku płynu chłodzącego, bądź przerwania ogrzewania parownika układem chłodzenia silnika dochodzi niemal natychmiast do oszronienia parownika i uszkodzenia membrany.

W Fiacie 126p układu chłodzenia silnika cieczą niestety nie ma. Tak wiec jak ogrzać parownik? Rozwiązania teoretyczne są 2, praktyczne tylko jedno – ale napiszę o jednym i drugim. Zatem to nie polecane, to ogrzanie parownika ciepłem układu wydechowego. Zdecydowanie niebezpiecznie i zabronione przez warunki montażu instalacji gazowych w pojazdach samochodowych. Drugie to ogrzanie parownika ciepłem układu smarowania silnika. Takie rozwiązanie – choć trudniejsze i nie pozbawione szeregu wad, jest możliwe i jest wykorzystywane. Oczywiście w przypadku pozostałych samochodów z silnikiem chłodzonym powietrzem stosowane jest takie samo rozwiązanie.

zobacz zdjęcie

Podsumowując jeśli chcesz mieć Malucha z instalacją LPG to na pewno nie rób niczego sam... jeśli się na tym nie znasz, tym bardziej, że aby cokolwiek było potem zgodne z prawem (a także bezpieczne) musisz powierzyć to wyspecjalizowanemu warsztatowi, który może montować instalacje LPG. Z gazem nie ma żartów i o śmiertelny wypadek nie trudno. Najlepszym rozwiązaniem jest zrezygnowanie z czwartego miejsca na rzecz zbiornika, lub z obu miejsc na rzecz powiększonej przestrzeni bagażowej i zbiornika na kanapie. Niedobrym pomysłem wydaje się mi zupełne zrezygnowanie z benzynowego zbiornika paliwa.


--
Aleksander Sowa

autor poradników:

- Samochodowe instalacjie zasilania gazem
- Fiat 126p Sportowe modyfikacje i tuning malucha
---------------------------------
www.wydawca.net


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl



Komentarz od autora bloga: o LPG (autogazie) można poczytać na jednej z moich stron. :)

08 sierpnia 2007

Obowiązek jazdy na światłach...

...rodzi pewne konsekwencje. Jak ktoś ma sklerozę, może mieć kłopoty z ich włączaniem. Można więc kupić sobie specjalny włącznik, który światła włączy sam w odpowiednim momencie.

Albo można zrobić to, co przedstawiono na zdjęciu tutaj.

Zdjęcie przedstawia kabinę malucha. :)

Zresztą w elegantach było to akurat sprytnie rozwiązane. Zostawienie świateł w pozycji świateł mijania po wyłączeniu silnika je wyłączało.

22 lipca 2007

Mój maluch


Było tu już kilka zdjęć i filmów, teraz pora na zdjęcie mojego malucha. Nie jestem w stanie precyzyjnie zlokalizować go w czasie. Ta naklejka na masce pochodzi z wielkiego zlotu Fiata. Nie ma na niej numeru startowego ze zlotu na Słowacji w Zvoleniu, więc musiała zostać wykonana przed końcem czerwca 2003. roku.

02 lipca 2007

Zasady korzystania z serwisu

Prywatność

Chciałbym mieć zapewnioną prywatność wchodząc na strony internetowe. Nie zawsze jest to możliwe. Na tym blogu zainstalowane jest oprogramowanie do tworzenia statystyk jego odwiedzalności. Zbiera informacje o rozdzielczości ekranu, głębi kolorów, zainstalowanej wersji Flasha i JavaScriptu, fizycznym położeniu użytkowników, i innych tego typu. Na blogu korzystam też czasem z usług sieci reklamowych. Sieci te dostarczają reklamy na stronę, w oparciu o jej treść a być może także preferencje odwiedzających. Niektóre z sieci mogą zbierać pewne informacje dotyczące odwiedzających, o zakresie podobnym jak statystyki, z których korzystam. Jest to wykorzystywane między innymi do serwowania reklam, które naprawdę Cię zainteresują, bo mieszkasz w pobliżu reklamodawcy (tzw. geotargeting).

Google Analytics

Niniejsza witryna internetowa korzysta z Google Analytics, usługi analizy oglądalności stron internetowych udostępnianej przez Google, Inc. (“Google”). Google Analytics używa “cookies”, czyli plików tekstowych umieszczanych na komputerze użytkownika w celu umożliwienia witrynie przeanalizowania sposobu, w jaki użytkownicy z niej korzystają. Informacje generowane przez cookie na temat korzystania z witryny przez użytkownika (włącznie z jego adresem IP) będą przekazywane spółce Google i przechowywane przez nią na serwerach w Stanach Zjednoczonych. Google będzie korzystała z tych informacji w celu oceny korzystania z witryny przez użytkownika, tworzenia raportów dotyczących ruchu na stronach dla operatorów witryn oraz świadczenia innych usług związanych z ruchem na witrynach internetowych i korzystaniem z internetu. Google może również przekazywać te informacje osobom trzecim, jeżeli będzie zobowiązana to uczynić na podstawie przepisów prawa lub w przypadku, gdy osoby te przetwarzają takie informacje w imieniu Google. Google nie będzie łączyła adresu IP użytkownika z żadnymi innymi danymi będącymi w jej posiadaniu. Użytkownik może zrezygnować z cookies wybierając odpowiednie ustawienia na przeglądarce, jednak należy pamiętać, że w takim przypadku korzystanie z wszystkich funkcji witryny może okazać się niemożliwe Korzystając z niniejszej witryny internetowej użytkownik wyraża zgodę na przetwarzanie przez Google dotyczących go danych w sposób i w celach określonych powyżej.

28 czerwca 2007

Zloty fanów malucha 126p

Jeśli sądzisz, że maluchem jeżdżą tylko ci, którzy muszą, jesteś w błędzie. Jeździ nim też wielu, którzy chcą nim jeździć. I wielu bardzo z tego się cieszy.

Aby to docenić, odwiedź jakiś zlot fanów fiata 126p.

Najlepszy zlot, jaki znam, wcale nie jest organizowany w Polsce. Jak się nad tym zastanowić, nie jest to nic dziwnego. W końcu w Polsce maluch jest popularny i nie jest niczym wyjątkowym. Tymczasem za granicą jego kierowcy czują się w pewnym sensie wyjątkowi.

Dlatego najlepszy zlot fiatów 126p organizowany jest prawie co roku na Słowacji na początku wakacji. Prawie, bo do zeszłego roku organizowano go corocznie. W zeszłym roku się nie odbył.

Na zlocie w słowackim Zvoleniu byłem 3 razy. Organizuje go coś w stylu tamtejszego stowarzyszenia miłośników 126p (126fan.sk). Trwa najczęściej trzy dni, to znaczy zaczyna się w piątek wieczorem. Wszyscy przyjeżdżamy we czwartek po południu, by piątek móc wykorzystać na wycieczki, naprawy, mycie samochodu, i tak dalej.

Typowy zlot z punktu widzenia kierowcy malucha mieszkającego w Warszawie zaczyna się we czwartek o godzinie 6. rano. O tej porze zwyczajowo grupa zbiera się na parkingu w Jankach.



Po drodze zbieramy (jeśli są) kierowców z innych miast. Największe spotkanie ma miejsce w Krakowie. Ostatnio dołączyli do nas koledzy z Krakowa i łódzkie Terytorium 126p. Kolejna zbiórka już po stronie słowackiej, w Rużomberoku. Tam dołącza do nas grupa ze Śląska. I już spokojnie jedziemy sobie dalej w dużej, zwartej grupie. Nie ma nic przyjemniejszego niż widok kolumny 20 maluchów jadących jeden za drugim po krętych słowackich drogach!

Na miejscu jesteśmy wieczorem, ok. godziny 18. To dobry czas by się rozłożyć z namiotem lub w domku, zająć się zdobywaniem posiłku a później przejechać się na wycieczkę nocną do Budapesztu. To tylko kilkadziesiąt kilometrów!

Cały piątek poświęcić można na integrowanie się, naprawianie, wizytę u organizatora (prowadzi sklep z częściami i akcesoriami do maluchów), oklejenie pojazdu nalepkami sponsorów i tak dalej.

Najważniejsza część zlotu ma miejsce w sobotę. Najczęściej w jej skład wchodzą:

  • próba sprawnościowa (kiedyś stromy i kręty podjazd pod Ostrą Lukę, ostatnio wyścigi na lotnisku),
  • zbiórka na głównym placu Zvolenia i bicie rekordu Guinessa (kategoria: najwięcej maluchów w jednym miejscu),
  • wieczorna impreza z innymi konkursami sprawnościowymi (jak najszybsze przepchnięcie malucha na 12,6 metra itd.).
W niedzielę z kolei od rana zamknięcie zlotu i koło południa wracamy do Polski.

Zdjęcie zaczerpnąłem z własnej relacji ze zlotu w Zvoleniu 2005. Jeśli masz jakieś wątpliwości czy warto jechać, poczytaj i pooglądaj.

Gdyby nie brak malucha, w tym roku też bym pojechał...