Ciekawe książki o maluchu:

Naprawa samochodu Fiat 126P
 
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyposażenie dodatkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyposażenie dodatkowe. Pokaż wszystkie posty

01 lutego 2009

Dodatkowe halogeny drogowe

Zawsze chciałem mieć w maluchu więcej światła do oświetlania drogi. Wiadomo, oryginalne reflektory nie dawały go za dużo. Nie chciałem wstawiać do środka mocniejszych żarówek halogenowych (moje reflektory były na żarówki H4), bo szkoda mi było na to prądu. Chciałem zamontować sobie światła, które będę mógł zapalać i gasić.

Znalezienie dodatkowych świateł drogowych nie było łatwe. Nietrudno było wtedy kupić światła przeciwmgielne, ale takich nie miałem zamiaru kupić. Po kilku wizytach w różnych sklepach w końcu udało mi się znaleźć halogeny drogowe, i to nawet nie jakoś bardzo drogie.

Wmontowanie ich w zderzak zajęło parę godzin. Wliczając zdjęcie zderzaka, wymierzenie i oznaczenie dziur, wycięcie ich, zamontowanie świateł. Później pozostało je tylko podłączyć do instalacji samochodowej.

Zależało mi, żeby światła mogły się świecić niezależnie od normalnych świateł drogowych. I żeby były legalne, to znaczy nie mogły się świecić jednocześnie ze światłami mijania. Przy pomocy paru przekaźników i trzypozycyjnego włącznika (takiego jak standardowy do świateł) udało mi się całość ogarnąć.

Ustawienie włącznika w pierwsze położenie wyłączało światła na stałe. Ustawienie go w drugie położenie powodowało, że świeciły się razem z seryjnymi światłami długimi (drogowymi). Przy włączeniu długich na stałe i przy mignięciu. Ustawienie go w trzecie położenie włączało je niezależnie od świateł seryjnych. Ale nawet wtedy włączenie seryjnych świateł mijania rozłączało je -- to załatwiłem przy użyciu przemysłowego elektrycznego przekaźnika.

A halogeny wyglądały tak:

Z albumu Fiat 126P

22 czerwca 2008

Magnetyzery do malucha

Kiedyś były takie czasy, że wierzyłem w działanie magnetyzerów. Kupiłem sobie nawet zestaw (zamiast je zrobić, pewnie ze 3-4 razy taniej) i zainstalowałem w samochodzie. Dwa magnetyzery paliwa, jeden magnetyzer powietrza. Samochód rzeczywiście spalał bardzo mało, choć trudno powiedzieć, jaki wpływ na to miały właśnie te magnetyzery. Jak wyglądały, widać na poniższym zdjęciu.

From Fiat 126P

05 maja 2008

Tuning tylnych swiatel

Nie zamierzam pisać tu o białych kloszach od świateł, bo one mi się po prostu nie podobają i u siebie w maluchu bym ich nie zamontował.

Za to w bardzo łatwy i tani sposób można poprawić jasność standardowych świateł tylnych.

Należy zdemontować klosze i najlepiej wyjąć całą obudowę świateł. Następnie wnętrze klosza wykleić w całości folią aluminiową do pakowania kanapek. Czas wykonania: nie więcej niż kwadrans na jedną lampę. Efekt: bezcenny. :)

From Fiat 126P

04 marca 2008

Maluch 1100 ccm

From Fiat 126P


To jest silnik 1100 ccm od Seicento Sporting, wsadzony do malucha. Seryjna skrzynia, tylko flanszę (przejściówkę silnik-skrzynia) trzeba było dołożyć. Montaż -- jak widać.

Jeździł naprawdę szybko.

03 lutego 2008

Czerwona gałka zmiany biegów

Któregoś pięknego dnia na Allegro wypatrzyłem czerwoną gałkę zmiany biegów do malucha eleganta. Zamówiłem ją więc. Wymontowałem starą (z wielkimi kłopotami, bo stara była na stałe przyklejona do drążka) i założyłem czerwoną. Gdy jeszcze kupiłem fotele obszyte materiałem z czerwonymi pasami, wnętrze wyglądało fantastycznie. Chciałem jeszcze obszyć kierownicę czerwoną skórą (nawet znalazłem odpowiedniego rzemieślnika) ale w końcu sobie odpuściłem.

Oto dwa zdjęcia czerwonego drążka. ;)

From Fiat 126P


31 grudnia 2007

Przydatne modyfikacje - amperomierz

Mniej więcej rok po zakupie malucha postanowiłem wyposażyć go w amperomierz. Takie urządzenie, które będzie mi pokazywać, czy akumulator się ładuje czy rozładowuje podczas jazdy. Chciałem wiedzieć, w jakiej kondycji jest akumulator, ale woltomierz mi do tego nie wystarczał.

Amperomierz pokazuje, ile prądu przepływa przez obwód w miejscu jego zamontowania. Ja zamontowałem go zaraz za akumulatorem. Chodziło o to, by wiedzieć, czy akumulator jest ładowany czy rozładowywany.

From Fiat 126P


Z akumulatora wychodzą dwa plusowe kable. Jeden wielki, gruby, do rozrusznika. Drugi cieńszy, którym zasilane są wszystkie pozostałe obwody: światła, radio, wycieraczki, itd. Oryginalnie alternator podłączony jest do przewodu od rozrusznika, to znaczy tamtędy odbywa się przepływ prądu ładującego akumulator.

Aby więc uzyskać rozsądne wskazania, musiałem przerobić kawałek instalacji elektrycznej.

W pierwszej kolejności należało znaleźć dobre miejsce na amperomierz. Ja zamontowałem go po lewej stronie kierownicy, od dołu. Tam trzeba było doprowadzić dwa przewody. Dwa dość grube przewody, w końcu tędy miało się odbywać całe ładowanie akumulatora. Przewody musiały więc wytrzymać prąd rzędu kilkudziesięciu amperów!

Odłączyłem przewód od alternatora i poprowadziłem go grubym kablem wzdłuż lewego progu aż do amperomierza. Z drugiej strony amperomierza wyprowadziłem drugi kawałek tego samego, grubego kabla. Następnie przeciąłem cieńszy z kabli wychodzących z akumulatora, podłączając zamiast niego ten kabel wychodzący z amperomierza tak (w stronę akumulatora). Drugą część przeciętego kabla podłączyłem do amperomierza, po stronie alternatora.

Tym sposobem po jednej stronie amperomierza (minusowej, nazwijmy ją w ten sposób) miałem wszystkie odbiorniki elektryczne z wyjątkiem rozrusznika, oraz alternator. Jeśli więc włączone były odbiorniki a alternator nie dawał prądu, wskazówka uciekała na czerwoną stronę. Jeśli alternator mocno ładował akumulator a nie były włączone żadne światła, przez amperomierz przepływał prąd w stronę niebieską.

Z urządzenia byłem bardzo zadowolony, choć rozkręcające się śrubki przy konektorach powodowały czasem nieprzyjemne doznania, np. włączanie się alarmu (któremu się zdawało, że złodziej odłączył akumulator) czy kłopoty ze światłami. Ale za to, gdy poluzowała mi się jedna klema (plusowa, rzecz jasna), dość szybko zlokalizowałem przyczynę dziwnego zachowania samochodu. :)

16 maja 2007

Turbinka Kowalskiego do 126p

Tekst pochodzi z książki “Jak ulepszyć swojego Fiacika? Tuning Fiata 126p.”

Okryty złą sławą i legendarny już właściwie wynalazek – na tyle udany, że miał być fabrycznie montowany w samochodach. Idea urządzenia to poprawa osiągów naszych samochodu przy jednoczesnym obniżeniu spalania.

Już w latach II wojny światowej prowadzono próby mające na celu poprawę wymieszania mieszanki paliwowo-powietrznej w silnikach spalinowych z zapłonem iskrowym, zdając sobie sprawę z faktu, że musi to dawać zwiększoną moc i mniejsze zużycie paliwa. To właśnie można uzyskać za pomocą turbinki.

Turbinka składa się z trzech głównych części: dolnej – zintegrowanej z podstawką, górnej – przykrywki i wirniczka. Maluch – jako auto dalekie od wszelkich logicznych rozwiązań technicznych – nie posiada kanału dolotowego, tzn. mieszanka paliwowo-powietrzna trafia z gaźnika bezpośrednio do cylindrów. Takie rozwiązanie powoduje, że mieszanka nie zdąży się dokładnie wymieszać z powietrzem, w wyniku czego silnik często jest zalewany, pracuje nierówno oraz dużo pali. Idea działania turbinki jest bardzo prosta. Mieszanka paliwowo-powietrzna kierując się z gaźnika do cylindra napędza pod wpływem podciśnienia suwu ssania wirniczek turbinki i rozcina w ten sposób mieszankę paliwowo-powietrzną na mgłę, prowadząc do lepszego jej wymieszania.

Wynalazek Kowalskiego zwiększa elastyczność silnika, ogranicza spalanie stukowe, zmniejsza toksyczność spalin – z uwagi na pełniejsze spalanie.

Przed montażem należy usunąć wszystkie z fabryczne niedokładności wynikające z odlewu, najlepiej papierem ściernym o coraz drobniejszej fakturze, wykonując ruchy koliste wokół osi podłużnej turbinki. Warto także wypolerować oś śmigiełka oraz odchudzić łopatki wirniczka.

Samo podniesienie gaźnika przez jej montaż pozwala mieszance na dłuższe mieszanie się z powietrzem, co daje korzystne efekty. Wirniczek, który już przy delikatnym dmuchnięciu wpada w ruch wirowy, w idealny sposób wspomaga mieszanie mieszanki paliwowej, która ze względu na swoją jednolitą strukturę spala się dokładniej i bardziej efektywnie.

Do cylindra mieszanka dostaje się w postaci mocno zagazowanej – co oznacza, że lepiej zapali się gaz równo wypełniający komorę spalania niż nierówno wtryśnięty płyn. Efekt zamontowania turbinki jest doskonale widoczny już od pierwszych chwil. Samochód jest wyraźniej bardziej dynamiczny, praca silnika bardziej kulturalna, równiejsza i do tego zmniejszone spalanie, choć niektórzy uważają, że jest to tylko tzw. efekt placebo (czyli poprawa osiągów jest tak minimalna, że użytkownik turbinki wmawia sobie, że osiągi się poprawiły – taki tuning psychologiczny), ale dokładnie tak samo jest w przypadku magnetyzerów.

Niestety – po przebiegu powyżej 10 000 oś wirniczka może się rozpaść, co jest równoznaczne ze śmiercią turbinki. Przed przeniknięciem uszkodzonych części do cylindra zabezpiecza siatka na dole turbinki.

Po zużyciu się urządzenia, a następnie po usunięciu niepotrzebnej już siateczki, turbinki można śmiało używać jako podstawki pod gaźnik, wydłużając drogę mgły paliwowej, co – jak pisałem wcześniej – również jest korzystne.

Z moich informacji wynika, że po założeniu turbinki w silnikach starszych i mocniej nadwerężonych znika tzw. efekt “spalania stukowego” (czyli inaczej “spalania detonacyjnego”), objawiający się charakterystycznym “dzwonieniem” zaworów.

W rzeczywistości są to niekontrolowane eksplozje wewnątrz cylindra, które są bardzo niezdrowe dla silnika. Efekt ten powstaje zazwyczaj w silnikach z dużym przebiegiem oraz w silnikach ze “splanowaną” głowicą.

Turbinka sprawia, że ten efekt zanika, co może ucieszyć tych, którzy chcą dodać autu trochę mocy przez splanowanie głowicy, ale boją się spalania stukowego.

Wynalazek ten jest w Polsce często jest przywoływany jako przykład wynalazku, który nie działa, co jest bardzo niesprawiedliwe dla turbinki Kowalskiego.

Turbinka działa jak najbardziej, tyle tylko, że propaganda z czasów kryzysu paliwowego (paliwo na kartki, zbiorniki przerabiane, aby mieściły więcej – kto to pamięta?) po stanie wojennym krzyczała o tym, że samochód z turbinką Kowalskiego będzie palił poniżej 3 litrów, co oczywiście wtedy było niemożliwe – i stąd ta niepochlebna opinia. Niestety, nową turbinkę jest niezwykle trudno kupić, czasem trafiają się okazje na aukcjach internetowych.

Lepsze światła cofania w maluchu

Tekst pochodzi z książki “Jak ulepszyć swojego Fiacika? Tuning Fiata 126p.”

Światło cofania w seryjnym Maluchu jest, jak pisałem, słabe. Aby poprawić nieco ten stan, można zrobić tak:
–w miejsce starej żarówki podłączać żarówkę H4
–pozostawić żarówkę tę co jest oryginalnie – tj. 21 W – i założyć odblask od przeciwmgielnego.

Pozostaje problem: co zrobić w czasie obowiązkowego badania technicznego, ale nie jest on Czytelnikowi obcy, więc podczas tej lektury zakładamy, że taki samochód nie będzie poruszał się po publicznych drogach.

Proponuję ulepszenie światła cofania przez pomalowanie srebrzanką lustra. Dobre, ale większość świateł ma właśnie srebrne! Niestety, taka przeróbka niewiele daje. Dużo lepsze wrażenie robi mała przeróbka samej lampy. Można założyć żarówkę H4 lub światła mijania. Jest tylko jedna mała wada takiego rozwiązania. Wydziela się duża ilość ciepła, ale ile się na wstecznym jeździ. Cofniesz, Czytelniku, kawałek i tyle, ale widzieć lub – co ważniejsze – być widzianym jest sprawą szalenie ważną. Zwłaszcza dla bezpieczeństwa. Podłącz światło przez przekaźnik, bo trochę prądu jednak żaróweczka pobiera. W końcu ma 45 watów.

Pamiętajmy, że światła są bardzo istotnym elementem dla bezpieczeństwa, na które będę w treści Czytelnikowi uporczywie zwracał uwagę. Konstrukcja malucha nie zapewnia praktycznie żadnego bezpieczeństwa biernego, dlatego też dbałość o elementy wpływające na bezpieczeństwo czynne są tak szalenie istotne. Jednym z nich są właśnie światła. Nie warto wiec oszczędzać paliwa (zużycie paliwa z jazdą cały czas na światłach jest większe tylko o 3%). Kiedy jedziesz z zapalonymi światłami – jesteś zawsze lepiej widoczny, niezależnie od pory dnia. Warto także co czas jakiś kontrolować stan kloszy i żarówek.

Na koniec prosta uwaga: lampy powinny być czyste.

Wyciszanie fiata 126p

Tekst pochodzi z książki “Jak ulepszyć swojego Fiacika? Tuning Fiata 126p.”

Z całą pewnością Maluch najciszej nie jeździ. Ale możesz to nieco zmienić. Do wyciszenia użyć możesz wełny mineralnej grubości 50-100 mm oraz płyty wyciszającej.

Jeśli kiedyś robiłeś jakiś remont w swoim domu, być może pozostało Ci trochę lub też masz gdzieś wystarczającą ilość wełny mineralnej – możesz ją teraz wykorzystać. Wygłusza ona dźwięki głównie uderzeniowe oraz mimo wszystko tłumi także hałas ogólnie. Bardzo dobrym, lecz niestety drogim rozwiązaniem jest instalacja jako elementu wyciszającego zamiast wełny mineralnej – maty akustycznej.

Na początku zajmij się podłogą. Niestety, wygłuszenie podłogi za pomocą jednego albo drugiego materiału podniesie jej poziom o ok. 5-10 mm (w zależności od grubości) i w związku z tym w już i tak ciasnym wnętrzu będzie jeszcze mniej miejsca.

Połóż płyty, oczywiście po odgięciu wszelkich dywaników i wykładzin. Następnie wymontuj tylne siedzisko (kanapę) i oparcie oraz wykładzinę. Połóż wełnę mineralną (na grubość 100 mm), a na nią odpowiednio ukształtowane płyty, jakie są używane przy remontach, panele. Aby to zrobić, wystarczy naciąć je nożem kuchennym i złamać. Na koniec pozostanie Ci tylna półka. Musisz wsunąć dwie docięte płyty – jedna na drugą, a następnie pomiędzy nie wepchnąć tyle wełny, ile wlezie.

Teraz pozostanie Ci tylko zamontować wszystko to, co wymontowałeś poprzednio i... gotowe. Od teraz silnik (przynajmniej na biegu jałowym) będzie zdecydowanie mniej słyszalny w nowo wyciszonym wnętrzu.

Aby ograniczyć hałas, celowe jest wciśnięcie gąbki lub styropianu między podwójną blachę w tylnych “bokach” samochodu – w okolicach plastikowych wlotów powietrza. Dobre rezultaty daje także wyłożenie komory silnika gąbką i pokrycie jej folią aluminiową w celu uniemożliwienia nasiąkania olejem czy paliwem. Wszelkiego rodzaju gąbki i materiały używane do ograniczania hałasu świetnie się przykleją do karoserii za pomocą farb. Po wyschnięciu farby lakier przenikając włókna materiału uszczelniającego tworzy wystarczająco mocne spoiwo. Niestety – trzeba także pamiętać, że wszelkiego rodzaju gąbki i maty są materiałem łatwopalnym, szczególnie jeśli po pewnym czasie nasiąkną oparami paliwa, paliwem czy olejami.